Wyruszyła dusza w drogę... Dzwonią w dzwony.
"Gdzie są teraz moje sady? Gdzie moje schrony?

Zawołały wszystkie lasy, pełne motyli:
"Spocznij, duszo, w naszym cieniu - nie zwlekaj chwili!"

"Jakże mogę w waszym cieniu spocząć niezwłocznie,
Kiedy sama jestem cieniem, gdzie nikt nie spocznie!"

Zawołała wonna łąka, zalśniona rosą:
"Koś mnie sobie na użytek złocistą kosą!"

"Jakże mogę ciebie kosić, łąko zielona -
Kiedy sama kosą śmierci jestem skoszona!"

I zawołał Bóg zjawiony: "Miłuj mnie w niebie
Gdzie radością niecierpliwy czekam na ciebie!"

"Jakże mogę cię miłować w szczęścia pobliżu,
Gdym smutnego pokochała niegdyś na krzyżu?"

Pozbawiłem ciebie świata i sosen z boru,
Byś nie miała, oprócz Boga, nic do wyboru!"

"Zagnałeś mnie z krasnych maków w ciemność mogiły, -
Gdzieżeś ukrył owe miecze, co mnie zabiły?"

"Nie ukryłem owych mieczy, mam je przy boku,
Jeno zechciej - nieszczęśliwa - spocząć w obłoku!"

"Jakże spocznę w twym obłoku - z ziemia w rozłące,
Kiedym lasom odmówiła i mojej łące!"

"Otrzyj oczy zapłakane szat moich bielą,
A rozkażę mym aniołom - niech cię weselą!"

"Jakże mogę się weselić z tobą w przestworze,
Kiedy śmierci twej pożądam - Boże, mój Boże!"

I zamilkli i patrzyli nawzajem w oczy -
A ponad nim i ponad nią wieczność się toczy.


Czasem, gdy idę stepem, a noc rzuca własny
Cień, po którym chcę zgadnąć jej zakształt niejasny -
Wydaje mi się nagle, żem zapomniał - o czym? -
Nie wiem - lecz o czymś bliskim, tajemnym, uroczym.

Możem chciał się pomodlić, wtopiony w przestrzenie,
O nagłe, niespodziane, nieziemskie istnienie,
Ale słowa modlitwy pierzchły w mgły bezdomne -
I już się nie pomodlę i słów nie przypomnę.

A może śmierć wejrzała ku mnie z podobłoczy,
Kiedy miałem ku życiu zawrócone oczy -
I zapomniałem umrzeć, zapomniałem o tym,
By odlecieć w świat, który wiecznym jest odlotem!

Lub może potajemny rozkaz czułem w duszy,
Abym dom swój opuścił na zawsze wśród głuszy,
A szedł błędny w oddalę senne, nieprzytomne -
I zapomniałem - dokąd? - i już nie przypomnę.

Jest to chwila, gdy pamięć mimo trwożnej chęci
Pocałunek na czole składa Niepamięci...
Chwila, gdy idę stepem, a noc rzuca własny
Cień, po którym chcę zgadnąć jej zakształt niejasny...